Dziesiąta powieść autorki. Tym razem o tym, jak silne potrafią być kobiety, kiedy sytuacja wymaga twardej ręki.
Marcelina Żurowska całe życie czuła się jak spinka przy krawacie swojego męża, sławnego adwokata. Polonistka z zawodu, malarka i żeglarka z zamiłowania wszystko poświęciła rodzinie. Gdy adwokat umiera na sali rozpraw, kobieta musi stawić czoła schedzie po mężu, swoim pasjom i dwóm mafiom. Z całej plejady ochroniarzy, policjantów i prawników najbardziej godnym zaufania wydaje się być miejscowy lump.
Powieść na uśmiech
Zachęcam do lektury
komedia obyczajowa z wątkiem kryminalnym / książka na fotel
premiera 16 maja 2023 rok
Wydawnictwo LUCKY z Radomia
Redaktor – Halina Bogusz
Okładka – Ilona Gostyńska – Rymkiewicz
ISBN 978-83-67787-03-1
I dokładnie w tym momencie zdała sobie sprawę, że nigdy w życiu nie czuła się tak wolna.[…] Od teraz nic nie musi. Nic nie musi, za to wszystko może.
– Wszystko, czyli co? – zadała sobie pytanie…
– Koniec zabawy – huknął jeden z intruzów.
– Mnie to nie bawi – oznajmiła zimnym tonem Żurowska, chociaż głos jej się trząsł. – Znam inne rozrywki.
– Jeśli nie zaczniesz śpiewać, to my się tu zaraz rozerwiemy.
– Nie krępujcie się, panowie. Niech każdy robi, co potrafi najlepiej. Ja najlepiej nie śpiewam, więc nie będę – stwierdziła na pozór spokojnie.
– Nie dowcipkuj, tylko dawaj płytę.
– Co? – Marcelina nie zrozumiała, czego od niej oczekują.
– Płytę. Z nagraniem.
– Nie mam żadnej…
Nie czekał na skończenie zdania, tylko przyciągnął ją do siebie i przystawił jej broń do skroni. Skąd ją wziął?
– Płyta! – ponaglił.
– Z moim głosem w życiu nie nagram żadnej płyty. – Próbowała się wyszarpnąć.
– Płyta! – powtórzył, jakby mu się ta płyta właśnie zacięła.
– Człowieku, rozejrzyj się – wystękała. – Czy ty tu widzisz jakiś sprzęt, na którym można byłoby odtwarzać płyty? Co by tu jakaś robiła? Chcesz, to szukaj.
– Nie drażnij mnie, bo ci odstrzelę tę tlenioną główkę.
– Strzelaj – zwiędła w jego uścisku. – Zrobisz mi tym przysługę. W dupie mam takie życie. Mój mąż nie żyje, spalili mi chałupę, nachodzą mnie bandyci, na cholerę tak żyć. Myślałam, że na emeryturze…
– Stul buźkę!
– …A tak na marginesie, to mój naturalny kolor – dodała…
Tajemniczy nieznajomy czekał na nią nad filiżanką parującej kawy. Wstał z krzesła, żeby się przywitać.
– Kajetan Tarczyński – przedstawił się dwornie, ściskając jej dłoń, wydawać by się mogło serdecznie.
– Jestem w ścisłym kontakcie z kancelarią pani męża. Polecono mi… jakby to określić… Otoczenie pani opieką.
Marcelina roześmiała się.
– Czy ja wymagam opieki? – spytała rozbawiona.
– Według kolegów męża tak. I ja podzielam ich zdanie.
– Panowie współpracują? Nie widziałam pana wcześniej, chociaż miałam kontakty z zespołem.
– Nie jestem prawnikiem. Pełnię nieco inną rolę…
– Słucham?! – głos Żurowskiej był ostry jak brzeg papieru pakowego – Pani redaktor, chyba się pani trochę zagalopowała. Czy pani naprawdę uważa, że wszystkie kobiety, które prowadzą dom, to kury domowe? Że dbają o mieszkania, gotują obiady i prowadzą dzieci do szkoły, bo nie mają ambicji? Czy pani ma rodzinę? …Tak się właśnie domyśliłam, bo gdyby pani miała, może uznałaby pani, że właśnie to jest w życiu najważniejsze. Nie żeglowanie i malowanie obrazów, występy w telewizji i udzielanie wywiadów, tylko czysty, zadbany dom i szczęśliwa rodzina. Wydaje się pani, że to jakiś dopust boży ugotować obiad mężowi? Proszę zapytać pana Longina. Najlepsi kucharze, to faceci. Kobiety też mogą być artystkami w kuchni i nie potrzebują do tego gwiazdek Michelin, wystarczy, że dziecko powie: „Jutro też takie zrobisz?”. Dopóki miałam dla kogo dbać o dom, to właśnie to sprawiało mi radość. Teraz mój dom jest pusty i mogę malować, żeglować, spacerować czy liczyć barany. Nic nie muszę, wszystko mogę. Teraz. Czy napisała to pani w swoim artykule? Jeśli nie, to może pani cały nakład oddać na makulaturę, bo tyle jest wart, ile waży.
Copyright © Anna M. Brengos | Polityka prywatności
Projekt i wykonanie: PSM