– Chciałam rzucić jakimś żarcikiem na dzień dobry, ale przyznam, że wcale mi nie do śmiechu – zaczęła.
– Powiem ci, że niby powinnam tryskać humorem, bo jak by nie było, mam urlop, piękną pogodę i okoliczności przyrody, ale te morderstwa niwelują każdą radość – zrewanżowała się Kaśka.
– Jedno morderstwo chyba? – sprostowała Dorota.
– U ciebie jedno, a u mnie drugie, przy czym podejrzewam, że i trzecie.
– Co ty gadasz? – w głosie rozmówczyni Kasia wyczuła przerażenie.
– Jedno było, zanim przyjechałam, a drugie zwłoki znalazłam w pokoju hotelowym. Tylko nikt mi nie wierzy – wyznała.
– Jak to?
– Weszłam z walizką, otwieram szafę, a tam trup. Narobiłam rabanu, wracamy do pokoju, a tu nie ma trupa.
– Nie rozumiem – kuzynka czekała na wyjaśnienia.
– Normalnie. Jest trup, nie ma trupa.
– Zniknął? Czary jakieś? – Dorota snuła domysły.
– Na to wygląda. A najgorsze, że wyszłam na wariatkę i histeryczkę.
– Ty, ale zwłoki ot tak nie znikają – słusznie zauważyła Dorota.
– Pewnie kiedyś się znajdą… Oby żywe – westchnęła Kaśka.
– Czy ty siebie słyszysz? Żywe zwłoki?
– No bo jeśli ona była tylko nieprzytomna…
– A mogło tak być?
– Jak dla mnie to była najbardziej nieżywym trupem, jakiego widziałam – upierała się Kaśka.
– A dużo ich widziałaś? – spytała Dorota.
– No, w sumie to dwa, bo tę z parkingu zabrano wcześniej.
– Jaką z parkingu? – Dorota traciła cierpliwość.
– Przecież tłumaczę: zanim przyjechałam, na parkingu zamordowano jakąś kobietę.
– Ale to nie ta z szafy? – dopytywała kuzynka.
– Inna. Ale może dość o moich trupach. Powiedz, jak u ciebie…