Siup i trup

Lekki kryminałek na poprawę humoru w deszczowe wieczory.

To miały być wymarzone wakacje. Morze, plaża, trochę sportu i ktoś przystojny na otarcie łez po burzliwym rozstaniu. Tymczasem na każdym kroku Kaśka potyka się o zwłoki. Ją chcą zabić, czy ona zabija?

Siup i trup

Lekka komedyjka kryminalna
premiera 25 sierpnia 2025
Wydawnictwo LUCKY z Radomia
Redaktor – Halina Bogusz
Okładka – Ilona Gostyńska – Rymkiewicz
ISBN 978-83-68261-79-0

Cytaty

Urlop sprzyja poczuciu szczęścia
W końcu na coś trzeba umrzeć. Czemu nie na hamburgera?
Nigdy nie pozwalaj sobie na bylejakość. Wiesz, dziecko… Za psie pieniądze pisie mięso jedli. I zachowuj się jak dama, to inni też cię będą szanować.
Okej, jeśli chcesz być traktowana poważnie, zachowuj się poważnie.
Dobre śniadanie daje początek dobrym dniom.
Cieszę się, że żyjemy. Czyż to nie wystarczający powód do uśmiechu?

Fragmenty

Zabija, czy jest zabijana?

– W momencie zajścia byłam jedyną osobą na parkingu – odezwała się wreszcie Katarzyna.
– Oprócz Beaty… I sprawcy, ale tego nikt nie potwierdzi.
– Do czego zmierzasz? – spytał przyjaciel Roberta.
– Aresztujcie mnie – wyskoczyła z nieoczekiwaną propozycją Kaśka.
– Zrobiłaś to? – zdziwił się Robert.
– Chyba sam w to nie wierzysz?! – naskoczyła na niego. – Tylko sami pomyślcie… Gdzie się pojawiam, tam coś się dzieje. Gdybym była na waszym miejscu, to doszłabym do wniosku, że albo mnie chce ktoś zaszlachtować, albo to ja chodzę i zabijam. Zresztą sam tak sugerowałeś – zwróciła się do Pawła.
Nie spodziewała się tego, ale wszyscy trzej panowie rzeczywiście wykonywali w tej chwili wysiłek myślowy, żeby przeanalizować jej konkluzję.
– I co w związku z tym? – pierwszy odezwał się Gruby, który nie miał pełnego przeglądu sytuacji.
Spojrzeli na nią.
– I w związku z tym wy mnie zamkniecie i albo będę bezpieczna, albo przestanę zabijać. Co na jedno wychodzi. Oczywiście, pod warunkiem, że to ja.
– Że co ty?… Znaczy, co pani? – Gruby nadal nie nadążał.
– Zabijam albo jestem zabijana…

Jest trup i nie ma trupa

– Chciałam rzucić jakimś żarcikiem na dzień dobry, ale przyznam, że wcale mi nie do śmiechu – zaczęła.
– Powiem ci, że niby powinnam tryskać humorem, bo jak by nie było, mam urlop, piękną pogodę i okoliczności przyrody, ale te morderstwa niwelują każdą radość – zrewanżowała się Kaśka.
– Jedno morderstwo chyba? – sprostowała Dorota.
– U ciebie jedno, a u mnie drugie, przy czym podejrzewam, że i trzecie.
– Co ty gadasz? – w głosie rozmówczyni Kasia wyczuła przerażenie.
– Jedno było, zanim przyjechałam, a drugie zwłoki znalazłam w pokoju hotelowym. Tylko nikt mi nie wierzy – wyznała.
– Jak to?
– Weszłam z walizką, otwieram szafę, a tam trup. Narobiłam rabanu, wracamy do pokoju, a tu nie ma trupa.
– Nie rozumiem – kuzynka czekała na wyjaśnienia.
– Normalnie. Jest trup, nie ma trupa.
– Zniknął? Czary jakieś? – Dorota snuła domysły.
– Na to wygląda. A najgorsze, że wyszłam na wariatkę i histeryczkę.
– Ty, ale zwłoki ot tak nie znikają – słusznie zauważyła Dorota.
– Pewnie kiedyś się znajdą… Oby żywe – westchnęła Kaśka.
– Czy ty siebie słyszysz? Żywe zwłoki?
– No bo jeśli ona była tylko nieprzytomna…
– A mogło tak być?
– Jak dla mnie to była najbardziej nieżywym trupem, jakiego widziałam – upierała się Kaśka.
– A dużo ich widziałaś? – spytała Dorota.
– No, w sumie to dwa, bo tę z parkingu zabrano wcześniej.
– Jaką z parkingu? – Dorota traciła cierpliwość.
– Przecież tłumaczę: zanim przyjechałam, na parkingu zamordowano jakąś kobietę.
– Ale to nie ta z szafy? – dopytywała kuzynka.
– Inna. Ale może dość o moich trupach. Powiedz, jak u ciebie…

Nie można umierać na głodniaka

– Kochanie, zejdziesz na obiad? – usłyszała z dołu.
– Daj mi spokój! Chcę umrzeć!
– Ale chyba nie na głodniaka? Zejdź. Zrobiłam pierożki z mięsem.
– Z Biedronki czy od Leśniewskiego? – Kaśka wytarła nos mokrą chusteczką.
– Te z Biedronki nie nadają się do jedzenia… A może wolisz naleśniczka z syropem daktylowym?
Kasia poczuła, jak czekolada podjeżdża jej do gardła. Już sama myśl o łakociach wywoływała mdłości.
– Żadnych słodyczy – odpowiedziała, przełykając ślinę. – Raczej chrzan i musztarda.
– Pierożki są na ostro – ciotka Magda weszła do pokoju siostrzenicy. – A co ty, dziecko? Płaczesz?
– Na ostro to ja poproszę brzytwę, żeby sobie gardło podciąć – siąknęła nosem.
– To zawsze zdążysz. Zachowałam taką po moim dziadku. Trochę zardzewiała, ale wystarczająco ostra. Może się nada, ale wypróbujemy ją dopiero po obiedzie. No chodź – poklepała Kasię po ramieniu. – I sprzątnij to pobojowisko, bo Matylda się zapowiedziała…